Strona główna  /  Społeczeństwo  /  Kim była Krystyna Feldman – życie i najważniejsze role

Puste teatralne garderobiane lustro z okularami i scenariuszem, nostalgicznie przywołujące obecność Krystyny Feldman

Kim była Krystyna Feldman – życie i najważniejsze role

Społeczeństwo

Była aktorką, która przez większość życia grała epizody, a swoją pierwszą wielką rolę filmową dostała dopiero w wieku 88 lat. Jako Rozalia Kiepska rozśmieszała miliony, a jednocześnie niosła w sobie doświadczenie wojennej łączniczki, artystki o żelaznych zasadach i niezwykłej wrażliwości. Jeśli chcesz poznać, kim naprawdę była Krystyna Feldman, jak żyła i jakie role ukształtowały jej legendę, przeczytaj tę opowieść aż do ostatniego zdania.

Skąd pochodziła Krystyna Feldman?

1 marca 1916 roku we Lwowie przyszła na świat dziewczynka, której dzieciństwo od początku pachniało garderobą teatralną i kulisami. Jej ojciec, Ferdynand Feldman, był znanym aktorem szekspirowskim, matka Katarzyna – śpiewaczką operową i aktorką. W takim domu scena była niemal naturalnym przedłużeniem salonu, a rozmowy o rolach i premierach zastępowały zwykłe rodzinne anegdoty.

Bardzo wcześnie pojawiła się na deskach teatru – grała małe role już jako pięcioletnie dziecko, a brat Jerzy później został scenografem. Śmierć ojca w 1919 roku sprawiła jednak, że rodzina została z artystycznym talentem, lecz bez stałego oparcia finansowego, dlatego matka próbowała skierować córkę w stronę „pewnego zawodu”. Stąd pomysł szkoły handlowej i bursy, który zakończył się buntem nastolatki, sprzedażą podręczników i powrotem do domu ze słowami, że tej nauki „ni w ząb nie rozumie”.

Dzieciństwo we Lwowie

Lwowskie ulice, przedwojenne kawiarnie i teatry tworzyły scenografię, w której dorastała przyszła aktorka charakterystyczna. Z jednej strony miała w pamięci tylko fotografie ojca wiszące na ścianach, z drugiej – matkę systematycznie kształcącą ją w prywatnym studiu aktorskim Janusza Strachockiego. W takich warunkach młoda dziewczyna uczyła się nie tylko dykcji czy ruchu scenicznego, ale też szacunku do rzemiosła.

W 1934 roku ukończyła gimnazjum im. Królowej Jadwigi we Lwowie, a maturę zdała eksternistycznie, by zdążyć na egzaminy do warszawskiego Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej. Na egzaminie wypatrzył ją Janusz Warnecki – wielbiciel talentu Ferdynanda Feldmana – i od razu zaproponował angaż w teatrze lwowskim. Młoda absolwentka nie miała wątpliwości, że jej życie będzie toczyło się między kulisami, rekwizytornią i widownią.

Droga na scenę

Dyplom PIST otrzymała w 1937 roku i szybko stanęła na profesjonalnej scenie. Debiutowała w Teatrze Miejskim we Lwowie, grając chłopca w „Kwiecie paproci” – rolę, wobec której początkowo mocno protestowała. Matka ucięła jednak wszelkie skargi słynnym zdaniem: „Cicho, smarkaczu, graj to, co ci dają” i ta surowa rada stała się dla niej życiowym drogowskazem.

Krótko przed wojną otrzymała także angaż w teatrze w Łucku, ale wybuch konfliktu zbrojnego przekreślił plany wielu młodych aktorów. Później, już po 1944 roku, wróciła na scenę lwowską w „Weselu” Wyspiańskiego w reżyserii Aleksandra Bardiniego, znów wcielając się w męską postać – Staszka. To doświadczenie grania „chłopaków” i bohaterów męskich wróci do niej po latach w najmniej spodziewany sposób.

Jak przebiegała jej kariera teatralna i filmowa?

Po wojnie aktorka ruszyła w teatralną podróż po Polsce. Występowała w Łodzi, Katowicach, Szczecinie, Opolu, Krakowie i w końcu w Poznaniu, zmieniając sceny, zespoły i repertuar. W Teatrze Nowym w Łodzi pracowała u Kazimierza Dejmka nie tylko jako aktorka, ale także asystentka reżysera, ucząc się od podszewki, jak powstaje przedstawienie.

Na stałe związała się z Poznaniem – najpierw z Teatrem Polskim, a od 1983 roku z Teatrem Nowym w Poznaniu. Właśnie tam zagrała jeden ze swoich ostatnich spektakli, autobiograficzny monodram „I to mi zostało…”, w którego kostiumie kazała się później pochować. Teatr pozostawał dla niej „pierwszym domem”, nawet gdy popularność przyniosła telewizja.

Teatr – jej pierwszy dom

Na scenie czuła się bezpiecznie, choć nigdy nie zabiegała o pozycję gwiazdy. Z pokorą przyjmowała fakt, że jest aktorką charakterystyczną, a nie „pszennowłosą amantką”. Grała chłopki, damy, dewotki, królowe i pijaczki, ale w każdej z tych postaci szukała prawdy – nie efektu. Współpracowała z reżyserami o bardzo różnym temperamencie artystycznym, od klasycznych inscenizatorów po twórców nowoczesnych adaptacji.

Silne piętno odcisnął na niej także Teatr Telewizji, gdzie pracowała m.in. z Jerzym Antczakiem, Andrzejem Barańskim, Rudolfem Ziołą, Olgą Lipińską i Izabellą Cywińską. Dzięki tym spektaklom trafiała do widzów, którzy nigdy nie usiedliby na widowni jej macierzystych teatrów w Łodzi czy Poznaniu. To tam szlifowała umiejętność grania „pod kamerę”, która później zaprocentowała w filmie.

Film i seriale – mistrzyni drugiego planu

Debiut filmowy przyszedł wcześnie, bo już w 1953 roku w „Celulozie” Jerzego Kawalerowicza. Zagrała dewotkę i ten typ postaci towarzyszył jej na ekranie przez wiele lat – pojawiał się w „Kaloszach szczęścia”, „Dwóch żebrach Adama”, „Piekle i niebie” czy „Czerwonym i złotym”. Z czasem reżyserzy zaczęli dostrzegać, że za tym emploi kryje się znacznie większe spektrum możliwości.

W filmach takich jak „Głos z tamtego świata”, „Yesterday”, „Nad rzeką, której nie ma” czy „Ubu król” tworzyła role, w których groteska mieszała się z melancholią. Dla szerokiej publiczności przełomem okazały się lata 80., gdy stała się rozpoznawalna dzięki ekscentrycznej ciotce z „Yesterday”. Prawdziwa masowa popularność nadeszła jednak dopiero, gdy w wieku 83 lat trafiła do serialu „Świat według Kiepskich” jako babka Rozalia.

Najważniejsze filmowe i serialowe role aktorki można zestawić w krótkim porównaniu:

Tytuł Rok premiery Znaczenie w karierze
Celuloza 1953 Debiut filmowy, ukształtował wizerunek „dewotki”
Yesterday 1984 Rozpoznawalność wśród kinowej publiczności lat 80.
Świat według Kiepskich 1999–2005 Ogólnopolska popularność w roli babki Rozalii
To ja, złodziej 2000 Orzeł za rolę drugoplanową
Mój Nikifor 2004 Pierwsza główna rola filmowa, Orzeł i laury festiwalowe

„Nie ma małych ról, są tylko mali aktorzy – drugi plan pracuje na pierwszy, nawet jeśli ma trzy linijki tekstu”.

Dlaczego rola Nikifora była przełomem?

W 2004 roku wydarzyło się coś, co wielu uznało za ewenement w historii polskiego kina – 88-letnia aktorka dostała główną rolę filmową. W „Moim Nikiforze” Krzysztofa Krauzego wcieliła się w malarza Nikifora Krynickiego, tworząc kreację, która przeszła do historii. Grała mężczyznę, artystę naiwnym gestem, cichą obecnością i spojrzeniem, w którym mieściło się całe życiowe zmęczenie.

Ta rola była w pewnym sensie zwieńczeniem wcześniejszych doświadczeń z męskimi postaciami – od Staszka w „Weselu” po sceniczne role Kaja czy pana Ciuciumkiewicza. Nagrody – w tym Orzeł za pierwszoplanową rolę, wyróżnienia na festiwalach w Gdyni i Karlowych Warach – przyszły późno, ale dla niej liczyło się przede wszystkim to, że wreszcie mogła „nieść cały film na własnych barkach”. Nazywała ten czas najszczęśliwszym w swoim życiu zawodowym.

Jak to możliwe, że ekranowy Nikifor tak mocno poruszył publiczność? Zadziałało kilka elementów naraz: drobna, pomarszczona postać, oszczędność środków wyrazu, a przede wszystkim autentyczność. W tej kreacji spotkały się jej osobiste doświadczenia starości, samotności, a także przekonanie, że prawda w sztuce nie zna wieku ani płci.

Jak wyglądało jej życie prywatne i poglądy?

Poza sceną i planem filmowym była osobą skromną, wręcz ascetyczną. Nie przywiązywała wagi do rzeczy – długo nie miała lodówki, pralki ani telewizora, zakupy robiła „na jeden dzień”, zimą jedzenie wystawiała za okno. W Poznaniu mieszkańcy widywali ją w tramwaju jadącą do teatru, w barach mlecznych czy stołówce Collegium Historicum, gdzie jadała obiady jak zwykła studentka.

Jej mieszkanie na osiedlu Armii Krajowej było pełne książek, obrazków, pamiątek i jednego szczególnego portretu – marszałka Józefa Piłsudskiego. Dla niej był bohaterem na równi z Janem Pawłem II i jedną z nielicznych męskich postaci, o których mówiła, że „nosi je w sercu” obok brata i życiowego partnera.

Miłość ze Stanisławem Brylińskim

Stanisław Bryliński pojawił się w jej życiu w 1947 roku podczas pracy nad „Zemstą” w Teatrze Ziemi Opolskiej. Był od niej starszy o prawie 30 lat, doświadczony reżyser, który znał osobiście Gabriela Zapolską i Stefana Żeromskiego. Na początku reagowała na niego niechęcią, ale długie rozmowy o teatrze i literaturze sprawiły, że „w końcu ją wzięło”, jak sama wspominała.

Żyli razem jak małżeństwo, choć formalnie przez długi czas dzieliło ich jego wcześniejsze małżeństwo z Heleną Górską. Matka, głęboko religijna Katarzyna, nie akceptowała tego związku – chciała dla córki młodszego, wolnego partnera i ślubu kościelnego. Upór córki okazał się silniejszy, a różnica wieku przestała cokolwiek znaczyć. Plany formalizacji związku przerwała nagła choroba Brylińskiego – zapalenie opon mózgowych, na które zmarł w 1953 roku.

Aktorka robiła wszystko, by go uratować: zdobywała na czarnym rynku neomycynę, czuwała przy szpitalnym łóżku. Po jego śmierci nie związała się już z nikim. Mówiła otwarcie, że nikt nie zdołałby zająć miejsca tego jednego mężczyzny. Nawet po latach powtarzała, że nosi go w sercu obok brata, Piłsudskiego i Jana Pawła II.

Odwaga i zaangażowanie

W czasie II wojny światowej życie artystki daleko odbiegało od scenicznej rutyny. W 1942 roku została zaprzysiężona do Armii Krajowej jako łączniczka. Przenosiła meldunki i broń, narażając się na aresztowanie, tortury i egzekucję. Jedna z najdramatyczniejszych scen, o których opowiadała, to upuszczony pistolet i krzyk przypadkowego chłopaka, który ostrzegł ją tuż przed nadejściem niemieckiego patrolu.

Po wojnie jej charakter nie złagodniał. W 1979 roku podpisała list w obronie autonomii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, po brutalnej interwencji milicji na uczelni. Zaangażowała się w kolportaż wydawnictw drugiego obiegu, organizowała msze niepodległościowe. Reakcja państwa była przewidywalna – Służba Bezpieczeństwa założyła jej sprawę o kryptonimie „Aranżerka”, prowadziła rewizje, wzywała na przesłuchania, śledziła.

Drobną, schorowaną aktorkę uznano w dokumentach SB za „osobę niebezpieczną dla ustroju” – i właśnie z tego była dumna.

Po wprowadzeniu stanu wojennego ukrywała się u przyjaciół, obawiając się internowania. W Teatrze Polskim w Poznaniu przestano jej dawać role, więc po prostu przeniosła się do Teatru Nowego i tam dalej grała. Nie zgodziła się ani na współpracę, ani na ciche wycofanie w cień.

Codzienność w Poznaniu i ostatnie lata

W 1976 roku przeprowadziła się do Poznania, który z czasem stał się jej miastem. Bezpretensjonalny styl życia sprawiał, że ludzie traktowali ją jak „swoją” – w tramwajach wołali „Pani Krysiu!”, na ulicy zaczepiali ją bez skrępowania. Jak wspominała koleżanka z teatru, po drodze na Stare Miasto niejeden „menel” wołał do niej po imieniu, a ona odpowiadała z tym samym szacunkiem co dyrektorowi sceny.

W 2004 roku została brutalnie napadnięta przez trzech nastolatków w Jeleniej Górze. Upadek skończył się złamaniem kości udowej, groził jej wózek inwalidzki. Po operacji i rehabilitacji wróciła jednak na plan „Nikifora” z laską w ręku, ale z tą samą energią. Krótko później usłyszała diagnozę raka płuc – przez całe życie paliła dużo papierosów – i świadomie zrezygnowała z chemioterapii, chcąc do końca zostać „normalnie” w swoim mieszkaniu i teatrze.

Zmarła 24 stycznia 2007 roku w Poznaniu, mając 85 lat. Pochowano ją na cmentarzu Miłostowo w alei zasłużonych, w kostiumie z monodramu „I to mi zostało…”, ze zdjęciem Brylińskiego, o co wyraźnie prosiła. Swojego ukochanego przeżyła o 54 lata, ale – jak sama mówiła – „nie przestała z nim rozmawiać”.

Jaką pamięć zostawiła po sobie aktorka?

Dla kilku pokoleń widzów zawsze będzie przede wszystkim babką Rozalią ze „Świata według Kiepskich”. Ale za tym komicznym wizerunkiem kryje się biografia wojennej łączniczki, opozycjonistki z czasów PRL i artystki, która nigdy nie dzieliła ról na ważne i „tylko epizody”. W serialu widziała „ostry satyryczny obraz polskiej rodziny”, a nie jedynie zlepek wulgarnych gagów.

Po śmierci artystki pamięć o niej mocno zakorzeniła się w przestrzeni Poznania. Na osiedlu Rataje powstał mural z jej podobizną autorstwa Wojciecha Ejsmondta, a przy bloku, w którym mieszkała, odsłonięto tablicę pamiątkową. Na cmentarzu Miłostowo jej grób – po latach przebudowany – stał się miejscem odwiedzin nie tylko widzów, ale też młodych aktorów, którzy wciąż uczą się od niej, że drugi plan może być najjaśniejszy.

Jej wpływ sięga także literatury. Bratanek odkrył rękopis powieści „Światła które nie gasną”, wydanej w 2016 roku we współpracy Wydawnictwa Miejskiego Poznania i Teatru Nowego im. Tadeusza Łomnickiego. Z kolei pamiętną historią jest fakt, że monodram „Uwaga – złe psy!” Remigiusza Grzeli pierwotnie powstał właśnie dla niej i choć ostatecznie zagrała go inna aktorka, sam pomysł świadczy, jak ogromne zaufanie mieli do niej reżyserzy.

Na poznańskich Ratajach, gdzie przez lata wsiadała na swój rower, dziś patrzy z muralu – drobna, uśmiechnięta, jakby wciąż spieszyła na próbę do Teatru Nowego.

Jeśli spojrzy się na jej biografię – od Lwowa, przez wojenną konspirację, powojenne wędrówki teatralne, represje PRL aż po późne filmowe triumfy – widać wyraźnie jedno. To opowieść o wierze w sens pracy, o wierności swoim przekonaniom i o tym, że wielka rola może nadejść nawet wtedy, gdy większość kolegów dawno już przeszła na emeryturę.

Redakcja wielkopolska-region.pl

pasją piszemy o Wielkopolsce, przybliżając jej społeczne, biznesowe i kulturalne oblicze. Dzielimy się wiedzą o lokalnych atrakcjach, motoryzacyjnych trendach i stylu życia mieszkańców regionu.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?