2 sierpnia 1755 w małej miejscowości Pierzchów koło Bochni urodził się człowiek, którego nazwisko pojawia się w refrenie polskiego hymnu – Jan Henryk Dąbrowski. Był zawodowym oficerem, później generałem, twórcą Legionów Polskich we Włoszech, organizatorem powstań wielkopolskich i naczelnym wodzem wojsk Księstwa Warszawskiego w 1813 roku. Jego życie to długa droga od oficera saskiego, słabo mówiącego po polsku, do jednego z najważniejszych symboli walki o niepodległość. Jeśli chcesz uporządkować biografię tego bohatera i lepiej zrozumieć jego zasługi, przeczytaj dalszą część artykułu.
Skąd pochodził Jan Henryk Dąbrowski?
Przyszły generał przyszedł na świat 2 sierpnia 1755 w Pierzchowie koło Bochni, w rodzinie średniozamożnej szlachty. Ojciec, pułkownik Jan Michał Dąbrowski, po zdobyciu Gdańska w 1734 roku trafił do armii saskiej, matka – Zofia Maria z domu von Lettow – wywodziła się z rodu o korzeniach kurlandzkich, silnie już jednak spolonizowanego. Po jej wczesnej śmierci dzieciństwo chłopca upłynęło między małopolskimi dworami a folwarkiem w Osieku pod Warszawą.
W 1766 roku jedenastoletni Jan wyjechał z ojcem do Saksonii. Uczył się w kolegium w Kamenz, mieszkał w Hoyerswerdzie, a następnie wstąpił do wojska saskiego. Jako podchorąży służył od 1771 roku, później został porucznikiem gwardii elektorskiej w Dreźnie, brał udział m.in. w tzw. wojnie o sukcesję bawarską – manewrowej „wojnie kartoflanej” bez wielkich bitew. Długie lata spędzone w niemieckojęzycznym środowisku sprawiły, że mówił po niemiecku swobodnie, a po polsku – z trudem. To właśnie ten fragment jego życiorysu stał się później pożywką dla zarzutów, że „nie był dość polski”.
Jak trafił z Saksonii do polskiej armii?
W 1792 roku dojrzały oficer postanowił wrócić do kraju. Namawiali go polscy znajomi – m.in. Michał Sokolnicki i generał Krzysztof Karwicki – a ostatecznie o zwolnienie z saskiej służby poprosił samego elektora król Stanisław August Poniatowski. W armii Rzeczypospolitej Dąbrowski został przyjęty w stopniu podpułkownika, szybko awansował na wicebrygadiera i objął dowództwo I Wielkopolskiej Brygady Kawalerii. Nie znając jeszcze dobrze realiów politycznych, złożył przysięgę na wierność konfederacji targowickiej, co po latach stało się jednym z argumentów jego krytyków.
Rok 1793 przyniósł mu pierwszy poważny sprawdzian – pod Gnieznem usiłował powstrzymać wkraczające wojska pruskie. Prawdziwą sławę przyniosła jednak Insurekcja Kościuszkowska 1794. W czasie obrony Warszawy dowodził odcinkiem pod Powązkami i Marymontem, gdzie zadał spore straty armii pruskiej. We wrześniu, na rozkaz Tadeusza Kościuszki, ruszył z korpusem do Wielkopolski – zwyciężył pod Łabiszynem i Bydgoszczą, wywołując popłoch w Poznaniu, Toruniu i Gdańsku. Po klęsce powstania trafił do niewoli rosyjskiej pod Radoszycami, a po uwolnieniu nosił na palcu obrączkę z napisem „Ojczyzna Obrońcy Swemu” – jedno z nielicznych oficjalnych uhonorowań za ten okres służby.
Jakie zasługi przyniosły mu Legiony Polskie we Włoszech?
Po III rozbiorze Polski i zniknięciu Rzeczypospolitej z map Europy wielu oficerów szukało szansy na dalszą walkę. Zaborcy – Cesarstwo Rosyjskie, Królestwo Prus i monarchia habsburska – tworzyli koalicję antyfrancuską, a naturalnym sprzymierzeńcem sprawy polskiej stała się rewolucyjna Francja, kraj, gdzie rodziły się hasła „liberté – égalité – fraternité”. W 1796 roku wódz z Wielkopolski przybył do Paryża, a potem do Mediolanu, by zabiegać u Napoleona Bonaparte i władz francuskich o utworzenie polskiego korpusu u boku armii francuskiej.
Jak powstały Legiony Polskie we Włoszech?
Kluczowy okazał się układ podpisany 9 stycznia 1797 z Republiką Lombardii w Mediolanie. Na jego mocy powołano do życia Legiony Polskie we Włoszech – formację formalnie podległą sprzymierzonej z Francją republice, ale zachowującą polskie umundurowanie, komendy i stopnie. Współpracownikami generała byli m.in. Karol Kniaziewicz, Antoni Kosiński i Józef Wybicki. Wkrótce po podpisaniu układu dowódca wystosował znaną odezwę do rodaków, w której odwoływał się do tradycji powstania:
Polacy, nadzieja powstaje – Francja zwycięża i bije się za sprawę wszystkich narodów, a nasze chorągwie pamiętają jeszcze triumfy pod Dubienką, Racławicami, Warszawą i Wilnem.
Do nowej formacji masowo zgłaszali się jeńcy i dezerterzy z armii austriackiej, a także polscy oficerowie z tułaczki po Włoszech i Francji. Jak zapisał w pamiętniku sam wódz, rekrutacja szła „przewybornie” – major Tremo przysyłał kolejne transporty nowozaciężnych z Dijon. Jesienią 1797 roku w szeregi Legionów weszło już ponad osiem tysięcy żołnierzy, a sama formacja stała się pierwszym nowożytnym wojskiem zorganizowanym wprost z myślą o odzyskaniu niepodległości w warunkach zaborów.
Jak wyglądał szlak bojowy i dlaczego zakończył się na Haiti?
Legioniści walczyli początkowo w północnych Włoszech – u boku Francuzów bili się z armią austriacką, zdobywali Rzym, Gaetę i Civita Castellana, uczestniczyli w zwycięskiej ofensywie na Królestwo Neapolu. Druga z dwóch głównych legii poniosła ciężkie straty w bitwie pod Magnano, a po kapitulacji Mantui część Polaków została wydana Austriakom jako dezerterzy. W 1799 roku walczyli nad Trebbią przeciwko armii księcia Aleksandra Suworowa, tworząc przy tym osobną Legię Naddunajską pod dowództwem Kniaziewicza, która odniosła sukces m.in. pod Hohenlinden. Pokój w Lunéville z 1801 roku rozwiał jednak nadzieje na szybkie wykorzystanie tych zwycięstw dla sprawy polskiej.
Dowódca Legionów notował, że wojsko jest „źle ubrane i niepłatne”, ale oficerowie dzielą się racjami i żołdem, a żołnierze mimo biedy trzymają się sprawy ojczyzny.
W 1802 roku Napoleon Bonaparte postanowił wykorzystać polską formację do tłumienia rewolucji haitańskiej na San Domingo. Na Karaiby wysłano ok. 6 tysięcy polskich żołnierzy, z których do Europy wróciło jedynie kilkuset – resztę zabrały walki, choroby tropikalne i klimat nie do zniesienia dla Europejczyków. Wysłanie Legionów do stłumienia powstania niewolników na Haiti było jaskrawym zaprzeczeniem ideałów „Wolności, Równości i Braterstwa”, które widniały na sztandarach. Dla twórcy Legionów oznaczało to koniec wielkiego projektu, ale doświadczenie bojowe i kadra oficerska wróciły wkrótce do służby w armii Księstwa Warszawskiego.
Dlaczego postać generała budziła spory?
Już w XIX wieku wokół jego nazwiska toczyły się gwałtowne dyskusje. Warszawski historyk Tadeusz Korzon, autor klasycznej biografii Kościuszki, widział w wodzu Legionów niemal „kondotiera” – najemnika łasego na żołd, wiążącego los Polski z losem „despoty Bonapartego”. Krytycy wytykali mu niemieckie pochodzenie matki, wieloletnią służbę w armii saskiej i przysięgę złożoną konfederacji targowickiej. W tle tych sporów stała także „czarna legenda napoleońska” i kontrast z obrazem Tadeusza Kościuszki, który w 1806 roku odmówił współpracy z cesarzem Francuzów.
Wielkopolska broniła „swojego” generała bardziej zdecydowanie. W listach Maria Kwilecka oburzała się na nazywanie go awanturnikiem, a biograf wodza, Adam Skałkowski, podkreślał, że właśnie Legiony były realną, choć bolesną drogą do odbudowy polskiego wojska. Współcześni badacze – od Normana Daviesa po Stanisława Grodziskiego – widzą w nim nie tyle idealistę, ile sprawnego organizatora, który dzięki energii i talentowi dowódczemu potrafił wskrzeszać polskie formacje zbrojne w skrajnie trudnych warunkach. Nawet zawistny wobec niego generał Józef Zajączek przyznawał, że pod Warszawą walczył dzielnie i „przyprawił Prusaków o dotkliwe straty”.
Czy był „Niemcem”, czy polskim patriotą?
Przeciwnicy generała chętnie przypominają, że językiem domowym jego rodziny był niemiecki, że długo służył w armii saskiej i że na polski grunt wrócił częściowo z powodów finansowych. W istocie – żona z pierwszego małżeństwa, Gustawa von Rackel, a potem dzieci wychowane w Dreźnie również na co dzień mówiły po niemiecku. W audycjach radiowych i dyskusjach historycy – jak dr Krzysztof Bauer – podkreślali, że generał dopiero po powrocie do kraju musiał „na nowo” uczyć się polszczyzny.
Ten sam człowiek sprzedał jednak rodzinny Pierzchów, by sfinansować tworzenie Legionów, latami walczył we Włoszech, Prusach, Rosji i na ziemiach polskich, był ciężko ranny nad Berezyną, a w 1815 roku odmówił przyjęcia tytułu namiestnika Królestwa Polskiego od cara Aleksandra I. Jak zważyć, co ważniejsze – język, w którym myślał jako młody oficer, czy decyzje, które podejmował, gdy stawką była niepodległość?
Jakie miejsce zajmuje w dziejach Wielkopolski?
Region, w którym osiadł na stałe, był zarazem sceną trzech zrywów zbrojnych, którymi dowodził. Dla mieszkańców Wielkopolski pozostaje nie tylko nazwiskiem z hymnu, ale realnym organizatorem powstania i jednym z twórców tradycji wojskowych tej ziemi.
Powstania 1794, 1806 i 1809
W czasie Insurekcji Kościuszkowskiej 1794 wyprawa generała do Wielkopolski przyniosła szybkie sukcesy – zajęcie Gniezna i Bydgoszczy, zmontowanie kilku tysięcy powstańców i szerokie działania pozorowane, które wywołały niepokój w garnizonach pruskich. Choć po klęsce pod Maciejowicami musiał się wycofać, pamięć o tej ekspedycji stała się w regionie punktem odniesienia dla kolejnych ruchów zbrojnych.
W 1806 roku, po zwycięstwie Napoleona pod Jeną i wkroczeniu wojsk francuskich do zaboru pruskiego, wódz legionowy przybył razem z Józefem Wybickim do Poznania. 6 listopada rozpoczął tam przygotowania do nowego powstania wielkopolskiego, ogłaszając mobilizację i organizując zalążek Wojska Polskiego, z którego wykształciła się później armia Księstwa Warszawskiego. W kampanii pomorskiej 1807 roku walczył pod Tczewem, Grudziądzem, oblężonym Gdańskiem, a także pod Frydlandem, gdzie został ranny w nogę.
Trzeci zryw miał miejsce w 1809 roku, gdy wojska austriackie wkroczyły na teren Księstwa Warszawskiego. Z Wielkopolski wyruszyły oddziały pospolitego ruszenia, a generał z Amilkarem Kosińskim przesuwali się przez Kutno, Żychlin i Łowicz w stronę Warszawy. Szybkie ruchy ich wojsk ograniczyły skalę zniszczeń, a zwycięstwa m.in. pod Radzyminem i Łęczycą przyczyniły się do ocalenia młodego państwa.
Winna Góra i wielkopolska pamięć
Za zasługi w wojnach napoleońskich cesarz nadał mu w 1807 roku dobra w Winnej Górze koło Środy Wielkopolskiej. Tam razem z drugą żoną, Barbarą Chłapowską – kuzynką generała Dezyderego Chłapowskiego – stworzył dom, który stał się ważnym punktem na mapie polskiego życia politycznego i towarzyskiego. Ślub z młodą, świetnie wykształconą ziemianką odbył się rok wcześniej w katedrze poznańskiej. Barbara towarzyszyła mężowi nawet na wyprawie rosyjskiej w 1812 roku, dotarła do niego po bitwie nad Berezyną, zorganizowała leczenie w Wilnie, a potem odwiozła go do Winnej Góry.
Generał zmarł tam 6 czerwca 1818, kilka dni po niefortunnym upadku z powozu, który odnowił starą ranę na nodze i doprowadził do zakażenia oraz zapalenia płuc. Spoczął w kościele w Winnej Górze, a jego serce umieszczono w osobnej urnie. Po licznych przenosinach – m.in. przez Kraków i ratusz w Poznaniu – od 1997 roku urna znajduje się w Krypcie Zasłużonych przy kościele św. Wojciecha w Poznaniu. Sam majątek Winna Góra przeszedł w ręce córki Bogusławy (po mężu Mańkowskiej) i pozostał w rodzinie aż do II wojny światowej.
| Okres życia | Główne miejsce | Rola lub funkcja |
| 1755–1792 | Małopolska, Saksonia | Syn oficera, oficer wojska saskiego |
| 1792–1796 | Rzeczpospolita, Wielkopolska | Wicebrygadier kawalerii, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej |
| 1797–1806 | Włochy, Francja | Twórca i dowódca Legionów Polskich |
| 1806–1818 | Wielkopolska, Księstwo Warszawskie | Dowódca w powstaniach, generał jazdy, senator-wojewoda |
Jak zapisał się w kulturze i tradycji narodowej?
Najbardziej rozpoznawalnym śladem po generale jest oczywiście Mazurek Dąbrowskiego. Słowa „Marsz, marsz, Dąbrowski, z ziemi włoskiej do Polski” napisał w 1797 roku Józef Wybicki jako „Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”. Utwór od razu stał się nieformalnym hymnem legionistów, a po odzyskaniu niepodległości po I wojnie światowej – oficjalnym hymnem państwowym. W ten sposób pamięć o żołnierzach spod Trebbi, Rzymu czy Mantui przeszła do codziennego rytuału obywateli.
Gen. Dąbrowski pozostawił także własne wspomnienia: „Pamiętnik wojskowy legionów polskich we Włoszech” i opis „Wyprawy do Wielkopolski w 1794”, ważne źródła do dziejów polskiego wojska przełomu XVIII i XIX wieku. W Winnej Górze stworzył tzw. Świątynię Zwycięstwa – kolekcję broni, sztandarów i pamiątek, przekazaną później Towarzystwu Przyjaciół Nauk w Warszawie. Część tych zbiorów po burzliwych losach wróciła do kraju i dziś znajduje się w Muzeum Wojska Polskiego.
W polskiej wyobraźni utrwaliły go także obrazy Juliusza Kossaka i Januarego Suchodolskiego, przedstawiające wjazd do Rzymu, jazdę na czele Legionów czy scenę bitwy na San Domingo. W literaturze pojawia się m.in. w „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza jako symbol nadziei na wyzwolenie ziem litewskich w 1812 roku. A w rodzinnych stronach – w Pierzchowie i Winnej Górze – do dziś stoją pomniki, które przypominają, że historia tego bohatera zaczęła się i skończyła z dala od Paryża i Rzymu, ale na polskiej ziemi.