Dla wielu z nas odpowiedź na pytanie „kim była Wisława Szymborska?” brzmi: poetka z Krakowa i noblistka, która potrafiła jednym zdaniem odwrócić nasze myślenie o świecie. To autorka około 350 wierszy, w których codzienność spotyka się z ironią, filozofią i czułą obserwacją człowieka. Urodziła się w folwarku Prowent pod Kórnikiem, a zmarła w Krakowie, z którym związała prawie całe swoje życie. Jeśli chcesz lepiej poznać jej biografię, wybory i twórczość, zapraszam do lektury.
Skąd wzięła się Wisława Szymborska?
2 lipca 1923 roku w Prowencie – folwarku między Kórnikiem a Bninem – przyszła na świat Maria Wisława Anna Szymborska-Włodek. W dokumentach zapisano Bnin, rodzina mówiła o Kórniku, a dzisiejsi biografowie podkreślają, że ten spór o kilka kilometrów nic nie zmienia: ważne, że startowała z wielkopolskiego miasteczka, by z czasem stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich nazwisk w świecie literatury.
Jej ojciec, Wincenty Szymborski, był wiceprezydentem Rzeczypospolitej Zakopiańskiej i zarządcą dóbr hrabiego Władysława Zamoyskiego, matka – Anna Maria Rottermund – pochodziła z rodziny inteligenckiej. Rodzina przenosiła się z Zakopanego do Kórnika, potem do Torunia, by w 1929 roku osiąść w Krakowie, w kamienicy przy ul. Radziwiłłowskiej 29. To właśnie to miasto – ze szkołą powszechną przy Podwalu, Gimnazjum Sióstr Urszulanek i późniejszym Uniwersytetem Jagiellońskim – stało się jej naturalnym środowiskiem.
Dzieciństwo, wojna i pierwsze wiersze
Wybuch II wojny światowej przerwał zwyczajną szkolną drogę. Szymborska kończyła naukę na tajnych kompletach i w 1941 roku zdała konspiracyjną maturę. Od 1943 roku pracowała jako urzędniczka na kolei, co chroniło ją przed wywiezieniem na roboty do Rzeszy – była to bardzo konkretna, życiowa decyzja młodej dziewczyny, która już wtedy rysowała i pisała pierwsze opowiadania.
W tym czasie wykonała ilustracje do podręcznika „First Steps in English” Jana Stanisławskiego i coraz częściej sięgała po wiersz. Po wojnie weszła w krakowskie życie literackie: działała w grupie „Inaczej”, słuchała starszych poetów, z których najsilniej oddziałał na nią Czesław Miłosz. W 1945 roku zadebiutowała w „Dzienniku Polskim” wierszem „Szukam słowa” – znamienne, że pierwszym utworem była właśnie próba szukania języka po katastrofie wojny.
Studia i wybór redakcji
Po zakończeniu działań wojennych rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem przeniosła się na socjologię. Studiów nie ukończyła z przyczyn finansowych, ale kontakt z uczelnią – z profesorami i kolegami z roku – pozostał ważny dla jej intelektualnego zaplecza.
Wybrała redakcję zamiast katedry. W latach 1953–1966 kierowała działem poezji „Życia Literackiego”, a od 1967 do 1981 roku publikowała tam felietony „Lektury nadobowiązkowe”, w których z niezwykłą swobodą pisała o literaturze, filozofii i drobnych osobliwościach kultury popularnej. Później kontynuowała ten cykl w „Odrze”, „Piśmie” i „Gazecie Wyborczej”, a po 1983 roku związała się z „Tygodnikiem Powszechnym”.
Jak wyglądało życie osobiste noblistki?
Czy tak intensywnie pracująca pisarka miała czas na życie prywatne? Miała – choć starała się trzymać je z dala od kamer. W kwietniu 1948 roku poślubiła poetę Adama Włodka i zamieszkała w Domu Literatów przy ul. Krupniczej 22, legendarnej kamienicy środowiska twórczego. Wspominała, że atmosfera tego domu – wieczne rozmowy o książkach, sporach politycznych i plotkach literackich – miała ogromny wpływ na jej dojrzewanie artystyczne.
Małżeństwo rozpadło się w 1954 roku, lecz byli małżonkowie pozostali w przyjaznych relacjach. Poetka już nigdy ponownie nie wyszła za mąż. Od końca lat 60. do 1990 roku jej najbliższym partnerem był prozaik Kornel Filipowicz. Nie mieszkali razem, nie zalegalizowali związku – wybierali wspólne podróże, kajaki, grzybobrania i listy. Po jego śmierci napisała poruszający wiersz „Kot w pustym mieszkaniu”, w którym strata pokazana jest przez perspektywę zdezorientowanego zwierzęcia.
Była ateistką, nie miała dzieci, a swoje mieszkanie przy ul. Piastowskiej w Krakowie traktowała jak azyl. Nałogowo paliła papierosy, nie lubiła wywiadów, unikała celebry. Sekretarz Michał Rusinek – początkowo zatrudniony na trzy miesiące po Noblu – został przy niej przez kilkanaście lat i opisał ją w książce „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej” jako osobę niezwykle dyskretną, pełną autoironii i niechęci do wszelkiej pompy.
Jak rozwijała się twórczość Wisławy Szymborskiej?
Debiutancki tom „Dlatego żyjemy” z 1952 roku i „Pytania zadawane sobie” z 1954 roku noszą wyraźne piętno epoki, w której powstały. Był to czas, gdy epoka socrealizmu i tzw. pokolenie pryszczatych oczekiwały od literatury przede wszystkim wsparcia dla ustroju. Poetka publikowała wówczas utwory takie jak „Robotnik nasz mówi o imperialistach” czy „Na powitanie budowy socjalistycznego miasta”. Po latach mówiła, że „kochała ludzkość w całości”, zanim nauczyła się patrzeć na pojedynczego człowieka.
Przełom przyniósł tom „Wołanie do Yeti” z 1957 roku, uważany za jej właściwy artystyczny start. Tu pojawia się charakterystyczna dla niej mieszanka paradoksu, humoru i filozoficznej refleksji, bez publicystycznych deklaracji. W kolejnych książkach – od „Soli” i „Stu pociech” po „Koniec i początek”, „Chwilę”, „Dwukropek” i pośmiertne „Wystarczy” – rozwijała język, który rozpoznamy po kilku wersach: zwięzły, aforystyczny, podszyty wątpliwością.
„Mam w domu kosz” – czyli jak pracowała poetka?
Szymborska napisała około 350 wierszy – liczba zaskakująco mała jak na niemal siedem dekad pracy. Skąd brała się ta oszczędność? Odpowiadała z uśmiechem, że ma w domu kosz. W tej krótkiej anegdocie kryje się cały jej warsztat: nieustanne skreślanie, przepisanie, próby znalezienia jednego, najlepszego słowa.
Kosz w mieszkaniu noblistki był symbolem bezlitosnej selekcji – dziesiątki wersji lądowały w papierach, zanim zostawało kilka linijek, które znamy z tomików.
Jej poezję często opisuje się słowami z werdyktu Szwedzkiej Akademii: „za poezję, która z ironiczną precyzją odsłania prawa biologii i działania historii we fragmentach ludzkiej rzeczywistości”. To właśnie „ironiczna precyzja” sprawia, że w jednym krótkim wierszu mieści się i śmiech, i lęk, i filozofia.
Tomiki poetyckie – co warto znać?
Wiersze noblistki rozproszone są w czternastu tomach oraz licznych wyborach poezji. Dla porządku warto spojrzeć na kilka z nich jak na kolejne etapy drogi twórczej:
| Tom | Rok wydania | Charakterystyka |
| Wołanie do Yeti | 1957 | odejście od socrealizmu, ironiczna obserwacja historii |
| Ludzie na moście | 1986 | codzienność widziana z dystansem i czułością, liczne paradoksy |
| Koniec i początek | 1993 | rozważania o pamięci, wojnie i odbudowie świata |
Równolegle tworzyła krótkie formy humorystyczne: limeryki, lepieje, moskaliki, odwódki, altruiki, a nawet wymyślone przez przyjaciół „rajzefiberki” czy „adoralia”. Zebrano je między innymi w „Rymowankach dla dużych dzieci”, gdzie obok wierszy znalazły się jej charakterystyczne kolaże – pocztówki, które wysyłała znajomym.
Przekłady i droga do świata
Noblistka należy do najczęściej tłumaczonych polskich autorów – jej książki przełożono na ponad 40 języków. Szczególne znaczenie miały przekłady Stanisława Barańczaka i Clare Cavanagh, którzy w tomie „View with a Grain of Sand” pokazali jej poezję anglojęzycznym czytelnikom; nakład 120 tysięcy egzemplarzy jak na poezję w USA był zjawiskiem. W Niemczech orędownikiem jej twórczości był tłumacz Karl Dedecius, dzięki któremu stała się stałym punktem programów literackich.
Jakie nagrody i wyróżnienia otrzymała poetka?
Jeszcze przed Noblem doceniano ją w Europie. W 1991 roku odebrała Nagrodę im. Goethego, w 1995 – Nagrodę Herdera, a Uniwersytet Poznański nadał jej tytuł doktora honoris causa. Otrzymała też Nagrodę Fundacji im. Kościelskich, liczne wyróżnienia stowarzyszeń pisarskich i akademii sztuki, a jej nazwisko pojawiało się w międzynarodowych antologiach poezji współczesnej.
Państwo polskie uhonorowało ją najwyższymi odznaczeniami: Orderem Orła Białego, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi oraz Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W biografii poetki te tytuły zajmują jednak zaskakująco mało miejsca – dużo ważniejsze były dla niej zwyczajne listy od czytelników i spokojna praca przy biurku.
Nagroda Nobla 1996
1 października 1996 roku ogłoszono, że literacką Nagrodę Nobla otrzymuje autorka „Końca i początku”. Uroczystość wręczenia odbyła się 9 grudnia w Sztokholmie, ale to, co zapamiętano najmocniej, to skromne przemówienie laureatki i jej wyznanie, że najbardziej lubi słowa „nie wiem”. Dla kogoś przyzwyczajonego do pracy w ciszy nagłe zainteresowanie świata było jednak ogromnym obciążeniem.
Sama noblistka i jej przyjaciele nazywali tę lawinę zainteresowania „tragedią sztokholmską” – nagroda była zaszczytem, ale medialny zgiełk po niej już niekoniecznie.
Po Noblu w jej mieszkaniu rozdzwoniły się telefony, przyszły setki zaproszeń i propozycji. Właśnie wtedy tak potrzebny okazał się sekretarz, który – jak głosi anegdota – pierwszego dnia po prostu przeciął kabel ciągle dzwoniącego telefonu. To charakterystyczny obrazek: pisarka bardziej zmęczona sławą niż nią zachwycona.
Dlaczego poezja Szymborskiej wciąż działa na czytelników?
W polskiej wyobraźni zbiorowej pozostaje „panią z papierosem”, autorką wiersza „Nic dwa razy” i „Portretu kobiecego”. Wielu kojarzy ją także z „Miłością od pierwszego wejrzenia”, w której pyta, ile razy mijamy się z kimś, zanim los zetknie nas naprawdę. To właśnie te pytania – proste, a jednocześnie podważające nasze pewniki – powodują, że czytelnik wraca do jej tekstów po latach.
Cechą charakterystyczną jej utworów jest łączenie codziennych sytuacji z refleksją filozoficzną. Miłość, strata, wojna, przemijanie – o tym wszystkim pisze, używając zwykłych rekwizytów: kota, walizki w przechowalni, liścia, który przelatuje z ramienia na ramię. Ironia nigdy nie jest tu szyderstwem, raczej formą obrony przed patosem i ideologicznym nadużyciem słów, których doświadczyła w młodości, w epoce socrealizmu.
Poetka była też mistrzynią form krótkich. Limeryki, lepieje, moskaliki czy altruiki pokazują jej nieco inną twarz: złośliwie żartobliwą, bawiącą się rymem, absurdem i językiem. To właśnie ta mieszanka – powagi i żartu, zwątpienia i czułości – sprawia, że jej twórczość chętnie czytają i maturzyści, i profesorowie uniwersytetów.
Każdy początek to tylko ciąg dalszy – to jedno z najczęściej cytowanych zdań poetki, które dobrze opisuje zarówno ludzkie losy, jak i jej własną drogę od folwarku Prowent do Sztokholmu.
1 lutego 2012 roku noblistka zmarła we śnie w swoim krakowskim mieszkaniu, w wieku 88 lat. Jej prochy spoczęły w grobie rodzinnym na Cmentarzu Rakowickim, a w dniu pogrzebu z Wieży Mariackiej zabrzmiała melodia Andrzeja Mundkowskiego do wiersza „Nic dwa razy”. Wiersze zostały – i to one najpełniej odpowiadają na pytanie, kim była ta niezwykła krakowianka.